Uśpij czujność i znokautuj. Taką taktykę często stosują bokserzy podczas swoich walk. Podobne założenie towarzyszyło dziś Chelsea, która po nużącej pierwszej połowie, w drugiej rozbiła Arsenal aż 4:1 i po raz drugi w historii wygrała Ligę Europy!

Jeszcze przed meczem pojawiło się mnóstwo problemów związanych z lokalizacją finału. Nie dość, że kibicom Arsenalu i Chelsea przyznano bardzo małe pule biletów (ok. 6000 dla każdego) to sporą zagwozdką było samo dotarcie na mecz. Z Anglii do Azerbejdżanu jest bardzo mało połączeń, a ponadto linie lotnicze, wykorzystując okazję, wywindowały ceny do koszmarnie wysokiego poziomu. Przez to stadion w Baku wypełnił się w zaledwie około 75%. Sporo zamieszania wywołała też sprawa ormiańskiego piłkarza Arsenalu – Henrikha Mkhitaryana. Azerbejdżan oficjalnie jest w stanie wojny z Armenią i pomocnik Kanonierów z powodu obaw o swoje bezpieczeństwo zrezygnował z udziału w spotkaniu. Niestety atmosfera była bardzo nerwowa i nie przypominała takiej jaka powinna towarzyszyć tak ważnemu piłkarskiemu wydarzeniu.

Finałowe starcie Ligi Europy rozpoczęło się bardzo spokojnie. Obie drużyny zdecydowanie nie forsowały tempa i nie chciały ryzykować już na początku. Taki stan rzeczy utrzymywał się dość długo. Dopiero w 18. minucie do długiego podania popędził napastnik Arsenalu Pierre Emerick-Aubameyang, ale bramkarz rywali Kepa okazał się szybszy i wybił piłkę. Sędzia sprawdzał jeszcze, czy Hiszpan nie faulował przeciwnika, lecz arbitrzy VAR uznali, że nie było mowy o przewinieniu. Dziesięć minut później blisko pięknego gola był Granit Xhaka, lecz jego potężne uderzenie zza pola karnego minimalnie minęło bramkę Kepy.

Tempo meczu wciąż pozostawiało wiele do życzenia, a niezbyt intensywny doping na trybunach nie poprawiał mizernego, jak na finał Ligi Europy, wizerunku starcia. W 34. minucie Petra Cecha próbował zaskoczyć Emerson, ale golkiper Kanonierów nie miał problemów z obroną. Znacznie groźniej uderzył pięć minut później Olivier Giroud, ale  czeski bramkarz Arsenalu popisał się znakomitą interwencją.

Do końca pierwszej połowy żadna z drużyn nie zdołała zagrozić bramce rywala. Mecz zdecydowanie nie zachwycał. Zarówno jedni jak i drudzy grali bardzo statycznie, skupiając się głównie na tym by nie stracić gola. Kibice oglądający to starcie mogli tylko mieć nadzieję na podniesienie poziomu emocji w drugiej części.

https://platform.twitter.com/widgets.js

https://platform.twitter.com/widgets.js

https://platform.twitter.com/widgets.js

Dlaczego nadzieja umiera ostatnia? Zawodnicy Chelsea i Arsenalu odpowiedzieli na to pytanie serwując widzom dużo lepszą drugą połowę. Strzelanie w meczu rozpoczął w 49. minucie Olivier Giroud, który po dośrodkowaniu Emersona świetnym uderzeniem głową „ze szczupaka” pokonał Petra Cecha, wyprowadzając The Blues na prowadzenie. Ten gol pozwolił zawodnikom Maurizio Sarriego przejść do zmasowanego ataku. W 60. minucie przyniosło to efekt w postaci gola na 2:0. Eden Hazard precyzyjnie zagrał piłkę w pole karne, a tam Pedro z zimną krwią wykorzystał sytuację.

Jak to mówią w polskiej piłce „2:0 to bardzo niebezpieczny wynik”. Zawodnicy Chelsea ewidentnie zdawali sobie z tego sprawę i już pięć minut po trafieniu Pedro podwyższyli prowadzenie. W polu karnym faulowany był Giroud, a sędzia bez wahania odgwizdał jedenastkę, którą pewnie na gola zamienił Hazard. Gdy wydawało się, że dla Arsenalu nie ma już nadziei, piękne trafienie dla Kanonierów zaliczył Alex Iwobi. W 70 minucie spotkania Xhaka dośrodkował piłkę w szesnastkę, lecz obrońcy The Blues wybili futbolówkę. Wtedy właśnie dopadł do niej Nigeryjczyk i silnym uderzeniem nie dał szans Kepie. Jednakże podopieczni Maurizio Sarriego szybko zniszczyli marzenia rywali o „zrobieniu Liverpoolu ze Stambułu 2005” zadając im czwarty cios już 120 sekund później. Dokonał tego nie kto inny jak Eden Hazard, który wykorzystał dogranie Giroud i ustrzelił dublet. Warto wspomnieć, że dla Belga to prawdopodobnie ostatni mecz w barwach ekipy ze Stamford Bridge, a zatem pięknie pożegnał się z drużyną.

https://platform.twitter.com/widgets.js

https://platform.twitter.com/widgets.js

Arsenal wydawał się być już zrezygnowany, choć wbrew pozorom zawodnicy Unaia Emery’ego wciąż potrafili stworzyć sobie dobre sytuacje. Jednakże z nie mniejszą skutecznością je marnowali. Najpierw w 82. minucie prosto w Kepę trafił Alexandre Lacazette, a chwilę później minimalnie obok słupka uderzył rezerwowy Willock. The Blues nie pozostawali im jednak dłużni. Szczęścia próbowali Hazard i Willian, lecz w obu przypadkach górą był Petr Cech.

Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie i to zawodnicy Chelsea mogli świętować. Dla klubu z londyńskiej dzielnicy Fulham to druga w historii wygrana w Lidze Europy (pierwszy raz w 2013r.). Powody do zadowolenia miał również Maurizio Sarri, dla którego było to pierwsze europejskie trofeum w trenerskiej karierze.

https://platform.twitter.com/widgets.js

https://platform.twitter.com/widgets.js

https://platform.twitter.com/widgets.js

Chelsea vs Arsenal 4:1

Bramki:

1:0 – Giroud 49′

2:0 – Pedro 60′

3:0 – Hazard 65′ (k)

3:1 – Iwobi 70′

4:1 – Hazard 72′

Chelsea: Arrizabalaga – Azpilicueta, Christensen, Luiz, Emerson Palmieri – Kante, Jorginho, Kovacic (76. Barkley) – Pedro (71. Willian), Giroud, Hazard (89. Zappacosta).

Arsenal: Cech – Papastathopoulos, Koscielny, Monreal (66. Guendouzi), Maitland-Niles – Torreira (66. Iwobi), Xhaka, Kolasinac, Oezil (78. Willock) – Lacazette, Aubameyang.

Sędziował: Gianluca Rocchi (Włochy)

Żółte kartki: Christensen, Pedro (Chelsea)

 

Autor: Bartosz Królikowski

Zdjęcie: Instagram