O wiatrakach mówi się wiele. Tu da się usłyszeć, że zabijają miejscowe ptaki, gdzie indziej, że wpływają na ruchy mas powietrza, przez co niby zmieniają miejscowy mikroklimat. Co do tych dwóch rzeczy pewności nie mam – pewne jest jedno: gdy w małym mieście zapada decyzja o postawieniu wiatraków, to wtedy wszyscy się kłócą na czyjej ziemi ma stać. Ale ja nie o tym.

Donald Trump to postać barwna, bardzo skrajna jeśli chodzi o poglądy. Ostatnio przewodniczył kolacji komitetu Partii Republikańskiej. Zamiast deseru podano jednak pewną idiotyczną teorię, która wyszła z ust prezydenta USA, a mianowicie…

Dźwięk wiatraków powoduje raka

via GIPHY

Na szczęście Amerykańskie Towarzystwo Walki z Rakiem szybko wyprostowało wypowiedź Trumpa, wykazując, że nie ma żadnym dowodów, które potwierdzałyby taką tezę. Generalnie prezydent Stanów Zjednoczonych nie pała zamiłowaniem do elektrowni wiatrowych. Wszystko za sprawą przegranej sprawy w sądzie, w której próbował zablokować budowę farmy wiatrowej w pobliżu jego pola golfowego w Szkocji. Oczywiście od razu w związku ze swoimi upodobaniami rozpoczął deklarowanie, że najczystszym sposobem na produkcję energii elektrycznej jest… węgiel.

Cóż, zalecam Wam by trzymać się w takich teoriach rzetelnych i naukowych źródeł, a prezydentowi zostawmy jego rakotwórcze wiatraki, lewoskrętną witaminę C i cały altmed.


Autor: Patryk Rudnicki
Zdjęcie: pixabay.com