Nigdy nie zrozumiem fenomenu battle royale. Warto zauważyć, że ten gatunek gier istniał od dawna (pierwszy raz miałem z nim styczność na fanowskiej modyfikacji/mapie do Warcrafta 3, bodajże w 2008 roku). Popularność wirtualnych zmagań przełożyła się na durny pomysł jednego z miliarderów i o tym będzie w tym tygodniu Żenada.

Miliarder (który ukrywa swoje personalia) postanowił zorganizować prawdziwe battle royale na prywatnej wyspie. Nie do końca będzie ono realne, bo zawodnicy nie będą mordować się na serio, tylko strzelać do siebie plastikowymi kulkami z broni typu ASG (broń pneumatyczna strzelająca plastikowymi kulkami, jeśli chronisz oczy to oberwanie odrobinę piecze i może pojawić się siniak).

Ale o co cho?

Jeśli przespaliście co najmniej ostatni rok i nie wiecie, co to całe battle royale znaczy to już wyjaśniam. Jest to gatunek gier komputerowych, który swoje korzenie ma w japońskim filmie (w sumie to w książce, na której podstawie powstał film, ale to on był popularniejszy) o tym samym tytule. Film opowiada o grupie ludzi, którzy zamknięci na wyspie, zmuszeni zostali do wzajemnego mordowania się, do czasu, aż na placu boju pozostanie tylko jedna osoba. By jednocześnie wymusić na uczestnikach tych chorych zawodów walkę powierzchnia wyspy co jakiś czas się zmniejszała. W filmie służyły do tego obroże, które wybuchały, jeśli w zagrożonym sektorze przebywała jakakolwiek osoba. No i na całe zawody w zabijaniu zawodnicy mieli trzy dni, jeśli po tym czasie na wyspie żył więcej niż jeden człowiek, wszyscy ginęli.

Stop making stupid things famous

Tak, jak napisałem wcześniej battle royale popularność zdobyło niedawno, za sprawą PUBG, później Fortnite’a, obecnie Apex Legends oraz dedykowany tryb do najnowszej części Battlefielda ogrywane są dosyć często. Pomijam już samą formułę rozgrywki, która skupia na bezsensownym zabijaniu. Rozumiem, jako gracz, nieodpartą potrzebę współzawodnictwa. Nie przemawiają do mnie jedynie realia gatunku i tyle, żaden ze mnie pieniacz,…

…ale

no do jasnej cholery, jeśli jakiś facet nie ma co robić z hajsem, to niech zamiast organizować swoje prywatne Igrzyska Śmierci (warto zaznaczyć: uczestnicy otrzymują od organizatora wyżywienie na czas całej gry, a zwycięzca wygrywa 100 tysięcy funtów) nawet podciera sobie tyłek. Już czekam, jak po takiej akcji znajdą się amatorzy gatunku, którzy jednak zamiast broni typu ASG wezmą taką już zupełnie prawdziwą.


Autor: Patryk Rudnicki
Zdjęcie: screen z trailera filmu Battle Royale, youtube.com