Jedną z weekendowych atrakcji we Wrocławiu była Wystawa Kotów Rasowych. W Hali Stulecia zagościło ponad 400 kotów. Ich fani mogli bacznie obserwować zadbane i miękkie futra, a także podziwiać medale. Wśród zwierząt, pojawiły się rasy znane szerokiej publice jak: Brytyjskie Krótkowłose czy Main Coon’y, które można było zobaczyć w wielu odmianach barwnych.



Wydarzenie przyciągnęło tłumy ludzi, którzy byli gotowi czekać w kolejce, aby tylko podziwiać zwierzęta. Pomimo tego, że była ona dłuższa niż do Polish Lodów, warto było odstać swoje, aby później nacieszyć oczy różnorodnością kotów, która się tam znalazła.

Większość z nich można było oglądać tylko i wyłącznie zza klatek, gdzie wypoczywały na hamakach lub otulone kocem. Znaleźli się jednak właściciele, którzy chętnie wystawiali pociechy na zewnątrz – tym samym przyciągając wielu zainteresowanych. Pan Władysław, z hodowli Bengali, był jednym z nich. Zdradził, jak zwierzęta reagują na odwiedzających:

Koty, stresują się podczas takich wydarzeń. Widać to szczególnie po futrze, które delikatnie się unosi. Jeśli wystawiamy go poza klatkę, musimy pamiętać o wcześniejszej dezynfekcji rąk. Mimo wszystko, zwierzę po tylu pieszczotach naturalnie będzie czyściło futro cały dzień, co jest zgodne z ich własną higieną.

Największym zainteresowaniem cieszył się jednak Lykoi – wilkołak wśród kotów. To mutacja kota domowego, która została odkryta zaledwie 7 lat temu w Virgini. Pomimo swojej oryginalności, rasa nie należy do najpopularniejszych. Organizatorzy wystawy twierdzą, że to kot wyłącznie dla koneserów, stąd budzi niewielkie zainteresowanie. Posiadaczki pierwszego w Polsce Lykoia chętnie opowiadały o nowym gatunku, a także zdradziły parę sekretów z nim związanych. Na pytanie skąd wziął się pomysł adopcji tak specyficznego kota odpowiedziały:

Mamy hodowlę Cornish Rex’ów. To nie są standardowe koty. Jak ktoś myśli o kocie, to głównie ma przed oczyma Brytyjskie – puchate, niebieskie, albo Main Coon’y – długowłosego i z wielkimi uszami, ewentualnie Syberyjskie czy Rosyjskie. Nam – od samego początku spodobały się Cornish’e. Kiedy jednak zobaczyłyśmy pierwsze zdjęcie Lykoi ze Stanów, stwierdziłyśmy, że bardzo byśmy chciały mieć takiego kota. Początkowo myślałyśmy, że jest to nieosiągalne, bo to stosunkowo młoda rasa. Zaczęłyśmy się interesować, w jaki sposób można ściągnąć takiego kota do Polski. Naszą kotkę mamy z hodowli spod Paryża. Przyleciałyśmy po nią w połowie października i tak pojawił się pierwszy Lykoi w Polsce.

Oprócz kociego wilkołaka i rasowców, podziwiać można też było… koty domowe! Nie były to jednak zwyczajne dachowce. Mogły pochwalić się wyjątkowo wysoką wagą, za którą parę z nich zostało docenione pucharem.


Autor: Pola Janus