Lechia Gdańsk wygrała z Broendby 2:1 w pierwszym spotkaniu II rundy eliminacji Ligi Europy. Dla Biało-Zielonych bramki zdobywali Flavio Paixao oraz Patryk Lipski. Zwycięstwo gdańszczan jest ich pierwszym w historii w europejskich pucharach.

Spotkanie Lechii Gdańsk z duńskim Broendby miało być nie tylko powrotem Biało-Zielonych do europejskich pucharów po 36 latach, ale także weryfikacją półtorarocznej pracy Piotra Stokowca. Sam szkoleniowiec wspominał na konferencji przedmeczowej, że jest bardzo ciekaw jak ona wypadnie. Dodał również, że gra w eliminacjach Ligi Europy nie jest wyłącznie nagrodą dla zespołu, ale i dużym wyzwaniem.

– Na pewno jest to dla nas nagroda, ale myślę, że z dniem dzisiejszym kończymy z kurtuazją, ponieważ jest to dla nas ogromne wyzwanie. Nie chcemy, aby mecz z Broendby był jednorazowym wyskokiem, ponieważ chcielibyśmy gościć w Europie częściej. Planujemy zagrać z wielką agresywnością i zaangażowaniem. Nie czujemy się kopciuszkiem, który prosi o najmniejszy wymiar kary, tylko chcemy pokazać kibicom, że tu w Gdańsku rodzi się wielka drużyna – podkreślił Stokowiec.

Polska gościnność? Nie w Gdańsku

Pomyślność w realizacji planu trenera Lechii było widać od początku spotkania. Mądra gra w obronie daleko od własnej bramki i szybkość w podejmowaniu decyzji w ofensywie mogła przynieść gospodarzom nawet dwubramkowe prowadzenie już po pierwszym kwadransie gry. Za pierwszym razem zaskoczyć bramkarza gości chciał Flavio Paixao, ale jego próba lobowania okazała się być niecelna. Kilka chwil później oko w oko z bramkarzem stanął z kolei Lukas Haraslin, jednak i jego uderzenie pozostawiało wiele do życzenia.

Przełamanie przyszło w 26. minucie, kiedy to za faul w polu karnym na Filipie Mladenoviciu sędzia John Beaton podyktował rzut karny. Do jedenastki pewnie podszedł Paixao, a chwilę potem wprawił kibiców Lechii w prawdziwy szał radości.

Gol zdobyty przez gdańszczan dodał im dodatkowych skrzydeł. Biało-Zieloni zaczęli dłużej utrzymywać się przy piłce, a i ich próby podchodzenia pod bramkę rywala były coraz odważniejsze. Piłkarze Broendby nie byli z kolei w stanie stworzyć sobie żadnej klarownej sytuacji, a ich najlepszy strzelec – Kamil Wilczek był praktycznie niewidoczny na boisku. Polski napastnik mógł się jednak wpisać w protokół meczowy jeszcze przed przerwą, ale świetnie w bramce zachował się Dusan Kuciak i do szatni to Lechia schodziła w lepszych nastrojach.

Cios za cios

Zmiana stron nie wpłynęła ani trochę na obraz gry. Stroną dominującą wciąż byli zawodnicy trenera Stokowca, a blisko drugiej bramki był Paixao. Portugalczyk będąc już w polu karnym uderzył w stronę dalszego słupka, ale piłka przeleciała daleko obok bramki.

Kilka minut później na nieszczęście gospodarzy sprawdziło się jednak stare piłkarskie porzekadło, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Z szybkim kontratakiem poszedł Dominik Kaiser, a wszystko zakończył Simon Hedlund, który nie pomylił się mimo asystującego mu Michała Nalepy i dobrze dysponowanego w bramce Kuciaka.

Mimo straconej bramki smutek na twarzach gdańskich kibiców nie zagościł na długo. Postarali się o to Karol Fila razem z Patrykiem Lipskim. Pierwszy z nich dośrodkował z prawej strony boiska, a silnym strzałem głową popisał się drugi z wymienionych.

Wyrównujący gol Duńczyków oraz szybka odpowiedź Lechii jeszcze bardziej otworzyła całe spotkanie. Goście wraz ze swoim trafieniem, jakby uwierzyli, że mogą wrócić do Kopenhagi z korzystnym wynikiem, a ich nastawienie do gry nie uległo zmianie nawet po straconej bramce. Gospodarze z kolei nie cofnęli się do obrony. Cały czas stosowali wysoki pressing na połowie rywala, wiedząc, że w perspektywie rewanżu skromne zwycięstwo 2:1, może być bardzo niebezpiecznym rezultatem.

Bliski ustalenia wyniku była dwójka zmienników. Po dobrym dośrodkowaniu w pole karne Tomasz Makowski zgrał piłkę głową do Artura Sobiecha, a ten również głową trafił w poprzeczkę. Futbolówka odbiła się jeszcze od pleców bramkarza, ale nie na tyle silnie, aby wpaść do bramki.

Ostatecznie Lechia wygrała 2:1 i w Kopenhadze to Duńczycy będą zmuszeni do gonienia wyniku. Dla Biało-Zielonych było to również pierwsze historyczne zwycięstwo w europejskich pucharach. Poprzednia ich przygoda w Europie zakończyła się dwiema porażkami z włoskim Juventusem.

– Próbowaliśmy wygrać to spotkanie, ale i tak uważam, że wynik 2:1 jest dla nas korzystnym rezultatem przed rewanżem w Kopenhadze. Lechia zaprezentowała się dziś bardzo dobrze. Spodziewaliśmy się w jaki sposób zagra, ale liczyłem, że lepiej sobie z tym poradzimy. W pewien sposób Lechii pomogli też kibice, którzy swoim głośnym dopingiem na pewno dodali jej trochę wartości – zaznaczył Niels Frederisken, szkoleniowiec Broendby.

– Cieszę się ogromnie, że stworzyliśmy tak dobre widowisko. Myślę, że kibice, którzy dziś przyszli na spotkanie mogli czuć się dumni ze swojej drużyny. Zdajemy sobie sprawę, że w pewnym sensie jest to dopiero pierwsza połowa i czeka nas jeszcze rewanż w Kopenhadze, ale mamy cały tydzień, aby się do niego przygotować – stwierdził Piotr Stokowiec, trener Lechii Gdańsk.

Rewanż w Kopenhadze odbędzie się za tydzień – 15 sierpnia o godzinie 19.30.


Lechia Gdańsk – Broendby IF 2:1 (1:0)
26′ Flavio Paixao (k.)
59′ Dominik Kaiser
63′ Patryk Lipski

Lechia: Kuciak – Fila, Nalepa, Augustyn, Mladenović – Łukasik, Kubicki, Lipski (83 Makowski) – Haraslin (79 Peszko), Paixao (C) (75′ Sobiech), Udovicić.

Broendby: Schwaebe – Mensah (81 Gammelby), Arajuuri, Hermannsson, Jung – Kaiser, Radosević, Vigen – Hedlund, Wilczek (C), Tibbling (75 Fisker).


Autor: Łukasz Leski
Zdjęcie: instagram.com