Być zwolnionym ze stanowiska trenera, a mimo to poprowadzić zespół w meczu? Nie da się? Da się. Na godzinę przed derbami Trójmiasta z posadą szkoleniowca Arki Gdynia pożegnał się Zbigniew Smółka.

Po zwolnieniu Adama Nawałki z Lecha Poznań i Ricardo Sa Pinto z Legii Warszawa można było się zastanawiać, kto będzie następny. Wśród wymienianych był m.in. Zbigniew Smółka. Niemalże pewnym było, że jeśli trener żółto-niebieskich przegra spotkanie derbowe z Lechią Gdańsk, to pożegna się z drużyną znad morza. Nikt nie mógł przewidzieć jednak tego, że Smółka straci posadę na godzinę przed rozpoczęciem meczu. Jako pierwszy poinformował o tym właściciel gdyńskiego klubu – Dominik Midak.

Podstawy do zwolnienia szkoleniowca oczywiście były. Arka w 27 spotkaniach zdobyła zaledwie 27 punktów. Dodatkowo po przerwie zimowej, żółto-niebiescy ani razu nie wygrali meczu, przez co spadek do 1. ligi stał się bardzo realnym zagrożeniem.

Dziwnym jest jednak wcześniej wspomniany moment zwolnienia. Trener Smółka najpierw ustalił sobie wyjściowy skład na spotkanie, następnie zostaje ogłoszone pożegnanie się z nim, aby ostatecznie szkoleniowiec, który teoretycznie nie pracuje już w klubie poprowadził zespół w najbardziej prestiżowym spotkaniu na Pomorzu.

Zbigniew Smółka pozostawia po sobie niezbyt dobre wrażenie. Miała być piękna gra i piękne wygrane. Pierwszy punkt został zrealizowany, ale tylko jesienią. Drugiego nie było wcale. Jedynym pozytywnym, czym mógłby się zapisać w historii Arki jest chyba tylko pierwsze historyczne zwycięstwo z Lechią na poziomie ekstraklasy.

Warto tez nadmienić, że Zbigniew Smółka nie jest pierwszym szkoleniowcem, który pożegnał się tego dnia ze swoją posadą. Kilka godzin wcześniej z II-ligowym Górnikiem Łęczna rozstał się były selekcjoner reprezentacji Polski – Franciszek Smuda.


Autor: Łukasz Leski
Zdjęcie: instagram.com