Panthers Wrocław pojechali do Krakowa, by z miejscowymi Kings powalczyć o 21. zwycięstwo ligowe z rzędu. Wrocławscy hegemoni wykonali zadanie, deklasując rywala 48:0.

Mistrzowie Polski potraktowali podróż do Krakowa w ramach przetarcia i przetestowania nowych ustawień przed pierwszym meczem w Pucharze Europy. Panthers już 28. kwietnia pojadą do Austrii, by zmierzyć się ze Swarco Raiders Tirol.

W stolicy Małopolski nie wystąpiło kilku podstawowych zawodników z Wrocławia, m.in.: Rafał Rogaczewski i Desmond Jordan. Pantery mecz rozpoczęły w swoim stylu: szybkie pokonywanie kolejnych jardów i szansa na pierwszy touchdown już w drugiej minucie meczu. Dolnoślązacy zgubili jednak piłkę i musieli bronić się przed atakami Królów. Gra faworyzowanych gości odmieniła sie dopiero po wejściu na boisko Kamila Ruty, który przechwycił piłkę, przebiegł 70 jardów i dał szansę na TD swojemu quarterbackowi Timowi Morovickowi. Amerykanin nie zwykł marnować takich okazji i zdobył pierwsze przyłożenie w meczu.

Pierwsza połowa była wyrównana i nic nie zapowiadało pogromu. Kings grali dobrze i przeciwstawiali się sile ofensywnej przyjezdnych. Choć do przerwy Panthers prowadzili 27:0, sztab trenerski miał dużo zastrzeżeń do swoich zawodników w szatni. Przyłożenia do przerwy zdobyli jeszcze Mateusz Szefler (przechwyt i 40 jardów biegu) i dwukrotnie Tomasz Dziedzic (po podaniach Morovicka).

Mocne słowa w szatni ewidentnie poskutkowały. Na boisko wyszli wszyscy rezerwowi z Wrocławia, dotychczas grający niewiele lub wcale.  Już w trzeciej minucie po przerwie goście mieli na koncie kolejne dwa przyłożenia. Najpierw TD zdobył Konrad Starczewski, chwilę później swoje 6 punktów dołożył Kamil Kwiatkowski (pierwsze przyłożenie we wrocławskich barwach). Ostatnie punkty zdobył jeszcze Bartosz Dziedzic po kapitalnym podaniu rezerwowego rozgrywającego Jana Wawrzyniaka.

Znamienny dla wrocławskiej drużyny jest fakt, że – pomimo zdecydowanej wygranej- nikt nie był zadowolony z meczu. Bartosz Dziedzic, skrzydłowy Panthers powiedział:

-Nie możemy być zadowoleni z tego meczu. Dobrze, że przytrafił nam się on teraz, kiedy przygotowujemy się do arcyważnych meczów w Pucharze Europy, bo będzie to dla nas kubeł zimnej wody. Wygrana oczywiście cieszy, ale widzimy, jak wiele pracy przed nami na drodze do kolejnych sukcesów. Zrobiliśmy kolejny krok w Lidze Futbolu Amerykańskiego. Teraz przed nami bitwa ze Swarco Raiders Tirol i tylko o tym myślimy.

Panthers wygrali 21. kolejny mecz w lidze. Jak się okazuje, nawet w nowopowstałej Lidze Futbolu Amerykańskiego (LFA), która miała stać na znacznie wyższym poziomie, wrocławianie nie mogą znaleźć rywala, który nawiąże z nimi walkę. Teraz nadchodzi czas na Puchar Europy CEFL. Swarco Raiders Tirol to jeden z najmocniejszych zespołów w Europie. Zapowiadają się więc wreszcie długo oczekiwane emocje.


Autor: Dawid Paluch
Zdjęcie: Łukasz Skwiot