Fani League of Legends chyba bezprecedensowo mogą stwierdzić, że przeżywamy obecnie okres wielkich zmian na scenie profesjonalnej. Mam tutaj na myśli obalenie dominacji wschodnich drużyn. W miniony weekend G2 Esports dało temu kolejne świadectwo, zostając mistrzem Mid-Season Invitational.

Już w poprzednim roku, podczas mistrzostw świata w Korei, widać było że „zachodnie” zespoły z Ameryki Północnej i Europy nie są już żartem. Cloud 9 doszło wtedy do półfinału, w którym przegrało z Fnatic. Po drugiej stronie tabelki swoich sił z Invictus Gaming próbowało również G2 Esports. Mimo ewentualnej porażki na mistrzostwach z Chińczykami, Zachód pokazał, że potrafi grać w League of Legends na najwyższym poziomie. Potwierdził to, kiedy w finale MSI oglądaliśmy zmagania między G2 Esports a Team Liquid.

Pokaz pięknej, innowacyjnej gry przez G2

Tym koniec końców był finał tegorocznych rozgrywek pomiędzy sezonami. Już rozpoczynając ten event, każdy był przekonany, że Europejczycy są ekipą, która potrafi zaskoczyć konkurencję. Wtedy mówiono o różnych wyborach bohaterów i kompozycjach, a także rotacjach podczas samych gier. Największym zaskoczeniem jest jednak ich wygrana w całym turnieju. MVP finałów został młody Duńczyk, Rasmus „Caps” Winther, który jest pierwszym w historii zawodnikiem z naszego regionu, który dwa razy z rzędu brał udział w finale międzynarodowych rozgrywek. G2 Esports dało świadectwo swej pewności siebie i dominacji w stylu gry, który wymyślili. Używanie m.in. magów na dolnej linii przez Luke „Perkza” Perkovića to przełamanie stereotypów, tak jak również powrót przez Marcina „Jankosa” Jankowskiego do Elise. Jest to bohater, który w obecnej mecie nie jest jednym z najlepszych, no chyba że trafi w ręce polaka. Finał ten był najszybszą serią best of five w historii międzynarodowych rozgrywek. Trwał jedynie 70 minut i 43 sekundy. Co dalej dla G2 Esports? Czekamy na ponowne zdominowane sezonu letniego, a potem na sukces na mistrzostwach świata w październiku. Jeżeli utrzymają obecną formę, wszystko to jest jak najbardziej możliwe.

G2 ma się z czego cieszyć – to ich pierwszy międzynarodowy tytuł

Najszybsi przegrani w historii Best of Five

Gdzie jest zwycięzca, musi być jednocześnie i przegrany. To jest zwieńczenie historii Team Liquid na tym turnieju. W serii przeciwko Europejczykom, amerykanie nie mieli w ogóle miejsca na grę, a co dopiero po własnej myśli. Już od wcześniejszych faz danych gier, zasady były im odgórnie narzucane przez przeciwników. Nie jednak na tym powinni się skupić reprezentanci Ameryki Północnej. Dojście do finału na evencie takiej skali, jest dla nich dosłownie historycznym wydarzeniem. W świetnym stylu pokonali oni w półfinale Invictus Gaming, uważaną do tego czasu, za najlepszy skład na świecie. Po wypowiedziach zawodników (m.in. na Twitterze) widać, że wyciągają z wydarzenia wnioski, na których to podstawie będą starali się wrócić mocniejsi w najbliższym czasie. Mamy takie szczere nadzieję, jako że League of Legends, który został przez nich grany w półfinale był piękny, i każdy widz na pewno chcę widzieć go więcej w wykonaniu przyjaciół zza Atlantyku.

Doublelift i spółka mogą jak najbardziej być z siebie dumni

Czy wschodni reprezentanci się pozbierają?

To będzie na pewno wielkie pytanie, otwierając październikowe Worldsy. Zeszłoroczni mistrzowie, Invictus Gaming, srogo polegli w poprzedni weekend w Tajpeju. W serii z Team Liquid byli praktycznie nie do poznania, jakby nie byli tego dnia sobą. Byli faworytami do triumfu, a te oczekiwania potwierdzili fantastyczną grą i wynikiem 9-1 w fazie grupowej. Podobnie można rzec o SK Telecom T1. Koreańczycy po rozwiązaniu problemów z początkowych potyczek na MSI, odnaleźli się na Summoner’s Rift i często po swojemu, książkowo, prowadzili rozgrywkę. Dla nich ponowne odnalezienie sukcesu międzynarodowego jest jeszcze ważniejsze, patrząc na fakt, że historycznie Korea to najlepszy region. Walczyli dzielnie, brakło jednak indywidualnego talentu, zwłaszcza w półfinale z G2 Esports. Jest to najważniejsza lekcja, której będą musieli się nauczyć, po przełknięciu goryczy porażki. League of Legends to gra drużynowa, ale na najwyższym poziomie, indywidualne przebłyski są w stanie zaważyć o wygranej.

Faker i Doublelift nie spotkali się w finale – może zdarzy się to na mistrzostwach świata.

Autor: Mateusz Miter
Zdjęcia: Instagram @lolesports, @teamliquid, @t1lol